Wyobraźnia to straszna rzecz. Siedzi człowiek w domu, czyta jakieś skandynawskie kryminały. Jeden za drugim. I nie dość, że czytanie to przyjemność sama w sobie, ale człowiek może zapoznać się z wieloma scenariuszami, których prozaiczne życie nie dostarcza. Wyobraźcie sobie taką sytuację. Idziecie do absurdalnie drogiej restauracji. Jecie wszystko co mają najlepsze w menu. Popijacie wino wyprodukowane z bajecznej winiarni, która rocznie produkuje tylko sto butelek. Kiedy już doznaliście transmigracji, gdzie wciągaliście ambrozje i popijaliście nektarem... z wolna, acz nie ubłaganie grawitacja rzeczywistości ściąga w dół. I dup. Kelner pyta, czy życzycie sobie na deser rachunek. Odpowiadacie, że i owszem, ale najpierw idziecie przypudrować nosek w toalecie. Chwilę otwarciu się drzwi toalety, słyszycie bass. Nie, to nie serce, to pierwsze nuty melodii Mission Impossible. Oceniacie pomieszczenie. Kibel odpada - to nie Transpoting. To co? Okienko? Nie jest zamurowane j...